SUPERAUTO Nowości Testy Porady Moto news Auto katalog Galerie Kalkulatory
SuperAuto moto news Ma 26 lat i objechał Maluchem USA – WYWIAD

Ma 26 lat i objechał Maluchem USA – WYWIAD

25.12.2015, godz. 13:43
On The Road Again - Kamil Knapczyk
On The Road Again - Kamil Knapczyk foto: Facebook

Kamil Knapczyk ma 26 lat i zwiedził już ponad 60 krajów. Aktualnie jest w trakcie podróży dookoła świata. W czasie kilkugodzinnego pobytu w Warszawie, skąd rozpoczynała się ta wyprawa, udało nam się z nim spotkać. Specjalnie dla SuperAuto24.pl Kamil opowiedział m.in. o tym, jak Maluch poradził sobie za oceanem oraz jak pomocni potrafią być Polacy mieszkający w USA.

Kamil Knapczyk pochodzi z niewielkiej miejscowości Ostrężnica w woj. Małopolskim. Z wykształcenia jest geologiem górniczym, a z zamiłowania podróżnikiem. Jednak najbardziej zainteresował nas tym, że pasjonuje się motoryzacją. Dlatego w naturalny sposób przyszło mu na myśl, aby połączyć swoje pasje i zorganizować podróż po USA. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że postanowił przejechać Stany Zjednoczone Ameryki Północnej Fiatem 126p. Rzucił pracę w kopalni, zabrał ze sobą swoją dziewczynę Natalię, kilka niezbędnych gadżetów i ruszył na podbój Ameryki.

Udało nam się namówić Kamila na rozmowę, kiedy kilka godzin przebywał w Warszawie, która była dla niego tylko krótkim przystankiem w trakcie podróży dookoła świata. Wysiadł właśnie z samolotu z Dallas w Teksasie, a za chwilę leciał już do Dubaju.

SuperAuto24.pl: Kamil, najbardziej nieoczywistym wyborem jeśli chodzi o podróż autem po USA jest Fiat 126p. Czy najpierw zapadła decyzja, że to już czas na USA, czy że chcesz pojechać Maluchem gdzieś daleko?

Kamil Knapczyk: - Decyzje zapadły jednocześnie. Moje podróże zawsze zawierają jakieś nieoczywiste elementy. Nie chciałem powielać wzorców o podróży po USA wynajętym na miejscu krążownikiem. Lubię wyzwania, a w tym przypadku uznałem, że wyruszenie na dwumiesięczną wyprawę, po najciekawszych moim zdaniem zakątkach USA malutkim, ale bardzo ważnym dla Polaków autem, jest sporym wyczynem. Miałem obawy przed awariami, ale takie drobne stresy dodają podróżom atrakcyjności.

Wspomniałeś o obawach przed awariami, czy Twój Maluch został specjalnie przygotowany i wyposażony przed podróżą?

- Julian, bo takie imię otrzymał mój Maluch został gruntownie odbudowany. W około 90% było to nowe auto. Kilka tygodni przed wysłaniem go do Nowego Jorku spędził w zaprzyjaźnionym warsztacie, gdzie został niemal całkowicie rozmontowany i poskładany z użyciem nowych podzespołów. Kiedy tylko mogłem starałem się pracować przy aucie, żeby dokładniej poznać jego budowę. Nieskomplikowana konstrukcja Malucha to spora zaleta, zwłaszcza, że myślałem, że dostępność części zamiennych będzie ograniczona za oceanem. Byłem zaskoczony, że większość potrzebnych podzespołów okazała się być dostępna w Ameryce.

Jeśli chodzi o ekwipunek, to doświadczeniu użytkownicy takich pojazdów najczęściej przestrzegali mnie przed awariami zabieraków. Dlatego zabrałem ich spory zapas, z czego cieszyli się właściciele Maluchów w Chicago, ponieważ po zakończonej podróży rozdałem im zapasowe części przywiezione z Polski.

Jak reagowali na was ludzie spotkani w czasie podróży?

- Amerykanie traktowali Juliana jako ciekawostkę. Niektórzy zupełnie nie wiedzieli co to jest za auto, a inni pytali czy to Yugo. Tłumaczyłem im wtedy w kilku zdaniach, skąd się tu wziąłem i dlaczego podróżuję Małym Fiatem, a nie kamperem czy SUV-em. Dla Amerykanów Maluch to egzotyczne auto. Oni są przyzwyczajeni do innych warunków podróżowania. Wysoka pozycja za kierownicą, dwa pedały pod nogami i klimatyzacja. Ja natomiast nie lubię jak jest za łatwo. Julian jest dość ciasny, hałasował i męczył się w czasie podjazdów pod niektóre wzniesienia czy w górach. Czasem nawet potrafił się zepsuć. Polacy mieszkający w USA, których spotkaliśmy na swojej drodze, doskonale znali i ciepło wspominali Fiata 126p. Dla nich to nierozłączny fragment Polski, która pamiętają sprzed 20 czy 30 lat. Niemal każdy miał w pamięci jakąś historię związaną z Maluchem, a niektórzy nawet pomagali mi w usuwaniu usterek. Nasze auto było magnesem, który przyciągał ciekawskich ludzi, a poznawanie nowych osób i rozmawianie z nimi to dla mnie bardzo ważny element moich podróży.

W USA spotkałeś kogoś, kto wiedział jak naprawić Twojego Juliana?

- Tak. Sytuacja miała miejsce gdzieś w Kaliforni, otóż w czasie poruszania się po zakorkowanej autostradzie usłyszałem dziwne dźwięki dochodzące z okolicy silnika. Zjechałem na bok i postanowiłem to sprawdzić. Okazało się, że śruby mocujące tłumik się poluzowały. Kiedy próbowałem to naprawić, zauważyłem, że obok mnie zatrzymało się auto i wysiadł z niego mężczyzna (Pan Roman). Podszedł do mnie i po chwili rozmowy  po polsku powiedział, że słyszał o kimś mieszkającym w pobliżu, kto pracował kiedyś w Polsce jako mechanik samochodów Fiat. Nawiązałem z nim kontakt, i okazało się, że Pan Jan z Bytomia bardzo ucieszył się z możliwości pracy przy Julianie. W ciągu jednego dnia Pan Jan wyremontował silnik i doprowadził Malucha do porządku.

A czy spotkałeś się z pomocą ze strony Amerykanów?

- Wielokrotnie. Najlepiej wspominam sytuację, gdy stałem nad otwartą klapą gdzieś na drodze z Las Vegas przez pustynię i zastanawiałem się co tym razem się zepsuło i jak sobie z tym poradzić, kiedy obok mnie zatrzymały się Amerykanki. Nie potrafiły mi pomóc z mechaniczną awarią, ale zostawiły mi kilka zimnych piw.

Jak oceniasz amerykańskich kierowców i kulturę jazdy w USA?

- W mojej ocenie Amerykanie są słabszymi kierowcami niż Polacy. Wydaje mi się, że duża część z nich nie korzysta z lusterek wstecznych, a kierunkowskaz? Zapomnij! Migają w lewo, a jadą w prawo. Musisz zawsze mieć oczy dookoła głowy. Kierowcy w USA znacznie bardziej respektują prawo, dlatego że kary są surowe. Na drogach USA widać znacznie większą kulturę wobec pieszego. Oprócz tego kierujący bardzo boją się policji. Jeśli na horyzoncie pojawia się radiowóz, to kierowcy zachowują się jak sparaliżowani. Natomiast jest element, który spotykam w Polsce i w USA, chodzi o kierowców ciężarówek. Nie pozwalają oni dojechać do końca kończącego się pasa. Zastawiają, blokują. Często spotykam takich "szeryfów".

Wspomniałeś o policji drogowej, czy miałeś jakieś kontrole drogowe?

- Tak, nawet dwa razy. Jedną na Florydzie, policjanta zaciekawiło nasze auto, a kolejna w San Francisco, powodem kontroli były żółte przednie reflektory. Na szczęście udało mi się załagodzić te sytuacje. W USA na kontrole drogowe bardziej narażeni są kierowcy sportowych samochodów. Rozmawiałem ze znajomymi, którzy odradzają zakup sportowego auta, bo nieustanne kontrole znacznie wydłużą czas podróży. Dla większości mieszkańców USA samochód to urządzenie do przemieszczania się. Byłem świadkiem sytuacji, kiedy na autostradzie radiowóz zaczął jechać zygzakiem i zwalniać. Wszyscy za nim zwolnili, aż w końcu się zatrzymali. Policjant powiedział przez megafon, że kilkaset metrów dalej na lewym pasie stoi zepsute auto i wszyscy mają poczekać, aż on je usunie. Po czym podjechał radiowozem do zepsutego auta i zepchnął je zderzakiem na bok. Amerykanie nie martwią się jak zarysują zderzak, czy przestawią wózek sklepowy na parkingu.

A jak się czułeś jadąc Maluchem wśród tych wszystkich wielkich samochodów?

- Muszę przyznać, że stresowałem się jak widziałem w lusterku wstecznym wielką ciężarówkę. Zastanawiałem się czy jej kierowca mnie widzi. Załadowane ciężarówki wspinające się pod górę nie stanowiły zagrożenia, ale wolałem unikać pustych ciężarówek pędzących autostradą, więc starałem się wjechać pomiędzy dwie ciężarówki i jechać tak, żeby zminimalizować ryzyko, że ktoś mnie nie zauważy i zdmuchnie mnie z autostrady.

Jakie stereotypy funkcjonują wśród kierowców w USA?

- Główny stereotyp dotyczy kierowców mocno podniesionych pickupów. Ogólnie rzecz biorąc źle się o nich mówi i dużo żartuje z ich ilorazu inteligencji...

Czy na drogach w USA widać agresywne zachowania?

- W Kalifornii, gdzie teraz mieszkam wszyscy wydają się być wyluzowani. To doskonale widać po sytuacji, która panuje na drodze. Ludzie się tak nie spieszą i nie denerwują na siebie. Nawet jak ktoś w ostatniej chwili zauważa, że zbliża się do swojego zjazdu, po prostu zmienia pas. Tam nie ma szybszych i wolniejszych pasów. Działa efekt stada, wszyscy jadą równo. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Czasem spotyka się kierowców, którzy bardzo się spieszą i przeskakują z pasa na pas wyprzedzając z lewej i prawej strony. Ale stanowią oni wyjątek, bo tak jak powiedziałem wcześniej, Amerykanie boją się surowych kar.

A jaki element drogowej infrastruktury przeszczepiłbyś z USA na polskie drogi?

- Carpool lane, czyli pas dla aut z co najmniej dwiema osobami na pokładzie. Takie rozwiązanie sprawdza się, ponieważ częściowo rozładowuje korki.

Wracając do Malucha. Jakie są według Ciebie zalety 126p jako auta na wyprawę?

- Ja w nim widzę same zalety. Ogólnie rzecz biorąc fajnie, że Maluch wszędzie wzbudza zainteresowanie. Miłe jest to, że Polacy mają do niego taki sentyment.

Sporą zaletą Malucha jako auta podróżnika są jego małe wymiary. W turystycznych lokalizacjach zawsze są problemy z zaparkowaniem auta, a Maluch wciśnie się wszędzie. Wspominałem wcześniej, że taki pojazd wzbudza zainteresowanie wszystkich ludzi, którzy go zauważą, a to doskonały temat do rozmów na postojach.

A jakie według Ciebie jest idealne auto na wyprawę?

- Z doświadczenia wiem, że idealne byłoby coś pomiędzy Maluchem a wielkim kamperem. Ważna jest dla mnie mobilność, ale też fajnie mieć wygodny materac do spania. Bywało tak, że spałem w Maluchu nawet kilka dni pod rząd i przyznam, że było to bardzo męczące. Wcześniej zwiedziłem Bałkany niewielkimi kamperami i to według mnie jest idealne auto wyprawowe. Niektórzy wolą olbrzymie kampery, ale są one mniej mobilne, a opłaty drogowe za auta z trzema osiami są znacznie wyższe.

Jakimi autami najchętniej poruszają się Kalifornijczycy?

- Najpopularniejszym autem na ulicach Kalifornii jest Toyota Prius. Ostatnio też widać coraz więcej BMW i3. Tam jest wiele zachęt i korzyści wynikających z posiadania auta hybrydowego lub elektrycznego, nie wspominając o korzyściach wizerunkowych kierowców.

Co się stało z Julianem po zakończeniu podróży?

- Niestety Julian był w słabym stanie po przejechaniu ponad 17 tysięcy kilometrów naszej podróży i wymagał wielu napraw. Sprzedałem go Polakowi, który ma w USA polską Syrenę, którą doprowadził do idealnego stanu. Wiem, że on właściwie zajmie się Julianem. Bardzo żałuje, że go sprzedałem i mam nadzieje, że uda mi się go odkupić.

Jakie są Twoje plany na przyszłość dotyczące podróży?

- 24 grudnia 2015 roku planuję zakończenie w USA mojej podróży dookoła świata, a następnie mam w planie przynajmniej jedną podróż Maluchem. Kolejny plan to przejechanie motocyklem Ameryki Południowej, ale póki co nie mam jeszcze nawet prawa jazdy na motocykl.

Kamilu, życzymy Ci powodzenia i realizacji wszystkich planów. Dziękujemy za rozmowę.

- Również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich czytelników SuperAuto24.pl i zachęcam do podróżowania.

Relację z podróży Kamila Knapczyka Maluchem po USA można zobaczyć na jego kanale na YouTube, Instagramie i Facebooku.

autor: Jakub Tujaka zobacz inne artykuły tego autora
Więcej w superauto
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: