SUPERAUTO Nowości Testy Porady Moto news Auto katalog Galerie Kalkulatory
SuperAuto testy Mercedes-Benz Klasy G - był wojskowy, stał się luksusowy

Mercedes-Benz Klasy G - był wojskowy, stał się luksusowy

06.06.2017, godz. 02:30
Mercedes-Benz G-Class Experience
Mercedes-Benz G-Class Experience foto: Mercedes-Benz

Duże kanciaste Mercedesy z literką "G" w nazwie od blisko 40 lat uchodzą za najlepsze na świecie osobowe maszyny o terenowych właściwościach. Auta z potężną gwiazdą na grillu, wyglądające jak jeżdżące kontenery, są potwornie wytrzymałe, potrafią być zatrważająco szybkie i wzbudzają olbrzymi podziw wszędzie gdzie się pojawią.

Mercedes-Benz Klasy G - seryjnie produkowana od 1979 roku terenówka pierwotnie zaprojektowana dla wojska, przetrwała do dziś w niemal niezmienionej formie. Producent konsekwentnie trzyma się sprawdzonych i często wręcz spartańskich założeń konstrukcyjnych, dzięki którym niemieckie auto nazywane potocznie Gelendą, zawdzięcza swój radykalny charakter. Klasa G oparta o solidną sztywną ramę, wyposażona w blokady trzech dyferencjałów, imponujący prześwit oraz krótkie zwisy, potrafi poradzić sobie w ekstremalnych sytuacjach i wjechać daleko w ciężki teren.

Kultowe kanty

I co z tego, że Klasa G wygląda jak jeżdżący kiosk z gazetami albo napompowany traktor. Nieskomplikowane kształty, okragłe światła i wystające z błotników kierunkowskazy są od początku jej elemntami rozpoznawczymi. Pudełkowata karoseria może i ma tragiczną aerodynamikę, ale jest do bólu posta i praktyczna. Co więcej tę właśnie formę sześcianu z niemal pionowo ustawioną szybą czołową pokochały miliony kierowców, którzy nie wyobrażają sobie lepszego samochodu.

Sprawdź: TEST Mercedes-Benz G500: ostatni prawdziwy twardziel

Auto pierwotnie stworzone z myślą o spełnianiu trudnych zadań specjalnych okazało się ostatecznie tak dobre, że szybko przerodziło się z auta wojskowego w odmianę cywilną. Z czasem tradycyjna odmiana stała się bardzo luksusowa, pojawiła się w wersji z krótszym rozstawem osi, a pod maski Mercedes zaczął wkładać wielkie i bardzo mocne silniki. Karoseria przez lata była tylko drobnie przemodelowywana, a unowocześnień doczekiwały głównie zderzaki, klosze świateł czy atrapa wlotu powietrza do silnika. Dzięki temu po dziś dzień charakterystycznego nadwozia Gelendy nie da się pomylić z żadnym innym.

G-Class Experience

G-Class Experience, edycja 2017. To właśnie dzięki tej imprezie zorganizowanej w tym roku na Dolnym Śląsku, przedstawiciele mediów, dealerzy oraz przyszli i obecni klienci marki Mercedes-Benz, mieli okazję poznać bliżej Mercedesa Klasy G. W wydarzeniu tym jednak wcale nie chodziło o samo pokazanie floty aut, ani zwykłe przejażdżki na krótkim dystansie. G-Class Experience jest czymś znacznie więcej - to impreza pozwalająca sprawdzić możliwości Klasy G w jej naturalnym, często ekstremalnym środowisku!

Przeczytaj: TEST Mercedes-Benz Klasy E Kombi E220d 9G-Tronic

Warunki testowe, jakie organizator zapewnił na krętej trasie, wiodącej szlakami wytyczonymi w Górach Krzyżowych, okazały się dobrą sposobnością na odkrycie najlepszych cech Klasy G. Przełajowy charakter tego auta połączony z dużym poziomem komfortu i bezpieczeństwem jakie daje, docenia się już po przebyciu pierwszych kilometrów. Gelenda nie jest dla mięczaków! Na drogę patrzy się z góry, niemal z pionowej pozycji jaką przybiera się w ciężarówkach. Żeby wejść do środka wymagane jest pokonanie wysokiego progu, a do zamknięcia drzwi trzeba użyć siły i mocno nimi trzasnąć.

Widoczność jest w porządku póki patrzy się do przodu albo na boki. Gdy chce się jednak zerknąć w tył, przeszkadzać będzie masa różnych rzeczy, od pokaźnych zagłówków kanapy, przez szerokie słupki, po umieszczone na klapie bagażnika zapasowe koło. Z pomocą przyjdzie dopiero kamera cofania umieszczona na dachu.

Topornie lub luksusowo

Cała ta toporność odpuszcza dopiero we wnętrzu, o ile nie ma się do czynienia z ogołoconą z luksusów odmianą Professional. Professional ma znacznie prostszy kokpit o użytkowym charakterze. Nie ma bowiem w nim ani nowoczesnego wyświetlacza wpasowanego w deskę, ani podłogowych mat i wygłuszeń boczków, ani nawet elektryki szyb. W podłodze są korki spustowe w celu pozbycia się z kabiny wody, gdy przesadzi się z głębokością pokonywanego brodu, a lusterka boczne w miejscu tradycyjnych są wymienione na takie rodem z klasycznych ciężarówek.

Zobacz też: Arnold Schwarzenegger jeździ elektryczną Klasą G!

W pozostałych dostępnych dziś Klasach G można liczyć na luksusy. W wykończeniu nie zabraknie wysokogatunkowej skóry przemieszanej w doskonałych proporcjach z miękkimi tworzywami. Wygodne i obszerne fotele posiadają niezliczoną wręcz możliwość regulacji, podgrzewanie siedzisk i nawet wentylację. Jest podłokietnik, różne schowki i gniazda zasilające przenośne urządzenia. W konsoli nie będzie brakować automatycznej klimatyzacji, przycisków i pokręteł funkcyjnych, a w desce ładnych zegarów wciśniętych w głębokie ozdobne tuby. Wielki ekran z nawigacją satelitarną i rozbudowanymi multimediami również się znajdzie.

Wybredni klienci mogą sobie zażyczyć całkowitą personalizację auta za sprawą specjalnego programu "designo manufaktur". Taka indywidualizacja ma sprawić, że terenowa ikona Mercedesa może być jeszcze bardziej wyjątkowa, ekskluzywna i dopasowana do upodobań. W austriackim Grazu gdzie produkowana jest Gelenda, mieści się oddział ręcznego wykańczana, zamieniający seryjne Klasy G w jeżdżące unikaty. Bez względu na to, czy chodzi o nadwozie, wnętrze, przeszycia tapicerki czy emblematy – niemal każdy detal jest tam dopieszczany ręcznie.

Bez kompromisów

Tam gdzie wiele samochodów terenowych wywiesi białą flagę, przejazd Klasą G pewnie nie będzie wyczynem. Niemiecka ikona off-roadu nie uznaje żadnych kompromisów. Ten wóz ze stałym napędem czterech kół albo przejedzie przez wyznaczone przeszkody i się nawet nie spoci, albo trafi na tak duże ekstremum, że jedynym wyjściem będzie objechanie utrudnienia bokiem. To jedyne auto na rynku z reduktorem, który ma synchronizację pozwalającą na uruchomienie jej podczas jazdy z niską prędkością. Blokady dyferencjału są trzy - poza centralną Klasa G posiada jeszcze blokadę przedniego oraz tylnego mostu. Imponuje głębokość brodzenia wynosząca 60 cm, podobnie zresztą jak kąt natarcia równy 36 stopni, kąt zejścia równy 27 stopni oraz kąt rampowy na poziomie 156 stopni. Komfort przemierzania wszelkich wertepów jest przy okazji zadziwiająco wysoki, a podwozie nie wydaje z siebie żadnych przeraźliwych dźwięków. Ponadto auto zaskakująco dobrze się prowadzi i zachwyca stabilnym zachowaniem na drodze.

Przeczytaj: TEST Mercedes-AMG GT S 4.0 V8 510 KM: czarny charakter

Terenowe jazdy nie wychodziłyby tak dobrze, gdyby nie odpowiednie jednostki napędowe wprawiające w ruch ponad 2,5-tonowego kolosa. Aktualną ewolucję Klasy G można kupić tylko z 7-stopniową skrzynią automatyczną łączoną z jedną z czterech wersji silnikowych. Dostępny jest jeden wysokoprężny silnik 3.0 V6 stosowany w odmianie G350d (cena od 438 500 zł). Jego moc wynosi dokładnie 245 KM i 600 Nm ("setka" w 8,8 s). Trzy pozostałe to motory benzynowe. Pierwszy przejęty z supersportowego Mercedesa AMG GT jest doładowanym 4.0 V8 o mocy ustawionej na 422 KM i 610 Nm. Generowana siła zapewnia świetne osiągi, bo terenówka o oznaczeniu G500 (cena od 511 000 zł) przyspiesza od 0 do 100 km/h w czasie 5,9 s.

Dwie pozostałe odmiany auta są jeszcze bardziej diabelskie! Gelendy BiTurbo zmajstrowane przez speców z AMG brzmią złowrogo i wciskają w fotel przyspieszeniem. 5.5-litrowy motor V8 w modelu G63 AMG (cena od 672 000 zł) generuje 571 KM i rozpędza ciężką terenówkę do "setki" w 5,4 sekundy. Ale to jeszcze nie wszystko. Topowy silnik 6.0 V12 stosowany w odmianie G65 AMG (cena od 1288 000 zł) oferuje kierowcy pod stopą aż 630 KM i 1000 Nm! Przyspieszenie takiej wersji od 0 do 100 km/h zdumiewa czasem 5,3 s! Żeby było ciekawiej podkreślę, że na 10 zamawianych nowych Mercedesów Klasy G, aż 8 z nich jest samochodami w najwyższych specyfikacjach od AMG.

.
WIDEO - tak ryczą wydechy wersji G65 z V12 i G63 z V8

Druga generacja na horyzoncie

Mimo wydawałoby się zaporowej ceny (Gelenda jest dostępna od 386 500 zł w bazowej wersji Professional), jest popularna na świecie do tego stopnia, że fabryka obecnie wytwarza ponad 20 tysięcy egzemplarzy w ciągu niecałego roku. Auto produkowane na zlecenie marki Mercedes-Benz w zakładach Magna Steyr w austriackim Grazu, już za niecały rok skończy zapisywać się na kartach historii w formie jaką znamy. Dlatego każdy, kto chce kupić Klasę G jeszcze taką jak na przedstawionych zdjęciach, musi się pośpieszyć. W dniu imprezy G-Class Experience podano do wiadomości informację, że pula aut jaka została przewidziana dla chłonnego polskiego rynku, wynosi 199 egzemplarzy, a auta można zamawiać do marca 2018 roku.

Zobacz: Mercedes-Maybach G650 Landaulet: dla najbogatszych

Jaka będzie druga generacja Klasy G? To wiedzą tylko ludzie w Daimlerze. Cały projekt jest owiany kurtyną tajemnicy, a żadna z krążących tu i ówdzie plotek nie znalazła potwierdzenia. Wszelkie informacje przedzierające się do obiegu to tylko domysły. Jedna z wieść głosi, że karoseria zmieni się diametralnie i pozostanie tylko parę charakterystycznych detali nawiązujących do legendy Klasy G. Inna pogłoska natomiast mówi, że Mercedes absolutnie nie będzie eksperymentował ze znanym i kultowym już kształtem, a jedynie go wygładzi dla uzyskania lepszej aerodynamiki. Jedno z ciekawszych doniesień dotyczy wystających przednich kierunkowskazów, które ze względów bezpieczeństwa mają chować się automatycznie w błotniki, niczym figurka Spirit of Ecstasy na grillach Rolls-Royce'ów.

Czy Gelenda faktycznie zmieni się nie do poznania? Czy zastosowane rozwiązania technologiczne okażą się rewolucyjne? Pewni możemy być tylko jednego, a mianowicie zachowania legendarnych właściwości przeprawowych. Następca zrzuci trochę kilogramów i w terenie będzie lepszy niż pierwowzór. Na wszelkie pytania w tym temacie znajdziemy odpowiedzi prawdopodobnie już na wrześniowych Międzynarodowych targach motoryzacyjnych we Frankfurcie nad Menem. To właśnie tam ma zadebiutować druga generacja Gelendy. Do tego czasu Mercedes-Benz obiecał niestety milczeć jak zaklęty.

autor: Rafał Mądry zobacz inne artykuły tego autora
Więcej w superauto
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: