SUPERAUTO Nowości Testy Porady Moto news Auto katalog Galerie Kalkulatory
SuperAuto testy TEST nowy MINI Cooper D: tak w 13 lat zmienił się "Miniak" - PORÓWNANIE

TEST nowy MINI Cooper D: tak w 13 lat zmienił się "Miniak" - PORÓWNANIE

16.10.2014, godz. 09:08
MINI Cooper 2014 r. vs. MINI Cooper 2003 r.
foto: zdjęcia własne

Nie wiadomo do końca dlaczego, ale płeć piękniejsza za tym samochodem szaleje. Panie z natury lubują się w ładnych rzeczach z wyższej półki, a MINI Cooper na drodze, to trochę jak top modelka na wybiegu, ubrana w najlepsze włoskie ciuchy. Panowie zresztą też nie gardzą tym autem. I wcale nie chodzi tu tylko o uganianie się za "króliczkiem" z MINI. Ten wozik aż chce się prowadzić, a dobitnie pokazuje to liczba facetów siadających za kółkiem.

Męskie, czy damskie? Dla mnie w tym momencie nie jest ważne, do której z płci kierowane jest MINI. Nie jest to istotą mojego tekstu, dlatego nie będą drążył tematu, a skupię się na samym MINI. A dokładnie w poniższych akapitach zaprezentuję i opiszę, jak zmieniło się MINI od momentu wprowadzenia na światowe rynki pierwszej współczesnej generacji.

Pierwotna wersja to ikona lat 60-tych i symbol brytyjskiej motoryzacji. Mini Morris/Mini Cooper - bo o mim mowa, był produkowany w niemal niezmienionej formie przeszło 40 lat. Auto powstawało od 1959 r. aż do roku 2000. Charakterystyczne dwudrzwiowe nadwozie o pudełkowatych kształtach, zawojowało przez ten czas Europę i doczekało się paru odmian nadwoziowych oraz kilku wersji specjalnych. Informacji i ciekawostek o pierwszym Mini jest od groma, dlatego nawet nie będę próbował tu ich przybliżać, dlatego jak najszybciej przejdę do nowego MINI.

W przełomowym momencie przejęcia brytyjskiej marki przez BMW, nowy właściciel posiadający pełne prawa do logotypu i nazwy modelowej, wprowadził Mini w XXI wiek. Niemcy zainwestowali w markę dużo pieniędzy, w wyniku czego świat poznał w 2001 roku współczesne MINI, którego nazwę od momentu przejęcia pisze się prawidłowo wielkimi literami. Miejski pojazd segmentu A oznaczany w bazowych wersjach jako One, w lepiej wyposażonych jako Cooper, a sportowych dopiskiem S, bardzo się zmienił w stosunku do dziadka Mini Morisa. Silniki stały się mocne, wykończenie ekskluzywne, bezpieczeństwo postawiono na wysokim poziomie, a to co zostało z oryginału, to jedynie zaadoptowany design retro. Druga generacja nowego MINI pojawiła się w 2006 roku i tylko lekko odmłodniała, czego nie da się już powiedzieć o obecnym od wiosny 2014 r. trzecim wcieleniu.

Piękno w prostocie

Przeplatanka technologicznej nowoczesności z klasycznym duchem i segmentem premium, to właśnie współczesne MINI. Wzorowy design oparty na stylu retro to wabik na osoby z poczuciem estetyki. Pokazała to już w 2001 roku I generacja wytworzona pod skrzydłami BMW. 3-drzwiowe autko zaprojektowane w stylu vintage okazało się na tyle przełomowe, że z marszu odniosło sukces. Cooper urósł i przestał być ciasną puszką. Stał się bardzo pożądany szczególnie wśród kobiet, ale pozwolić na niego mogły sobie tylko raczej te z grubszymi portfelami.

Co w MINI jest takiego fajnego, że wzdychają za nim rzesze? Znaki rozpoznawcze to rozstawione po kątach koła, klasyczne nisko osadzone nadwozie, wyłupiaste owalne reflektory na masce oraz to, na co wskazuje już na starcie nazwa - niewielkie rozmiary zewnętrzne. Jest jeszcze charakterystyczny grill, który ewoluuje z każdą kolejną generacją. Gdy patrzy się na atrapę powietrza, to przy obecnym III wydaniu widać już znaczne różnice, na tle dwóch numerów wstecz. Tak samo inaczej wyglądaj reflektory, które już nie unoszą się charakterystycznie z maską. Gdy patrzy się na I i III generację, koncepcja wybrzuszonej pokrywy silnika, rozłożenia świateł przeciwmgłowych w zderzaku, czy chromowanych aplikacji jest podobna, ale wyraźnie jest to zrobione bardziej po nowemu.

Przeczytaj też: TEST nowy MINI Cooper S: trzecie wcielenie miejskiego gokarta - ZDJĘCIA

Z profilu, znowu mamy zrobione w znajomym klimacie detale. Otóż są: masywne klamki drzwi, atrapki wlotów powietrza z kierunkowskazami na błotniczkach, duże owalne obudowy lusterek, czarne osłony błotników i progów, czy wznosząca się ku tyłowi linia okien. Producent też nie pozbawił nowego "Miniaka" słupków utrzymanych w czarnym błyszczącym kolorze, dających wrażenie swobodnie zawieszonego ponad oknami dachu. Z tyłu za to lampy rozpompowano do tego stopnia, że weszły w klapę bagażnika. Ozdobny detal nad miejscem pod tablicę rejestracyjną został, tak samo jak przedłużenie dachu w stylu spoilera. Fajnie, że antena w III-ce pozostała klasyczna (BMW nie wpakowało na dach płetwy rekina), a w opcji można mieć jak w I-dynce dwa okna dachowe. Są też duże możliwości personalizacyjne w kwestii doboru kolorystyki (inny kolor dachu i lusterek, różne okleiny karoserii). Ilość wzorów i wielkości obręczy kół najnowszego MINI jest imponująca, a co ciekawe wygląd niektórych felg to ukłon w stronę poprzedników.

Wyraźnie większy

Największą różnicą jaką widać gdy bada się I i III generację współczesnych "Miniaków", są rozmiary ich nadwozi. Wprowadzony w 2001 roku pojazd był faktycznie mały (długość 3630 mm), a aktualne wydanie z 2014 roku takie już nie jest. MINI w mojej opinii trochę za bardzo urosło i teraz z długością nadwozia 3850 mm i rozstawem osi 2495 mm, bliżej mu do segmentu B. Powiększenie czuć we wnętrzu. Obszaru dla poszczególnych partii ciała z przodu jest więcej w każdym z kierunków. Fotele dostały większy zakres regulacji i są po prostu wygodniejsze. Szczególnie z tyłu czuć poprawę bo siedziska wydłużono. Łatwiej też wgramolić się na 2-miejscową kanapę i można deko swobodniej zmieścić nogi i stopy. Jazda z tyłu nie jest oczywiście szczytem marzeń u nikogo, ale w I generacji gdy się już tam "zasiądzie", jest zdecydowanie ciaśniej.

Małe i pudełkowate pierwsze współczesne MINI jakoś bardziej nawiązuje do protoplasty, niż obecne wydanie. Żeby wkroczyć w XXI wiek zerwało jednak z techniczną prostotą, z której słynął dziadek Mini Morris. Wsiadając do Coopera choćby z 2003 roku od razu czuć odejście od spartańskiego minimalizmu znanego z oryginału. To co jednak dzieje się w trzeciej ewolucji potrafi zwalić niejednego z nóg. Nie ma co się sugerować rozmiarami - w tym pojeździe zdołano upakować tyle nowinek, że musiałbym znacznie wydłużyć mój tekst, aby to wszystko opisać.

W nowym "Miniaku" widać kilka kluczowych zmian, takich jak odejście od dużego analogowe prędkościomierza wpasowanego w centralne miejsce konsoli środkowej. Wciąż jest tam olbrzymi okrąg, ale zamiast zegara i wskaźników, wpakowano w niego duży ekran systemu multimedialnego. Prędkościomierz (połączony z obrotomierzem) trafił za kierownicę - miejsce zarezerwowane wcześniej tylko dla budzikowatego obrotomierza. Zrobiono to w niesmak fanom wcześniejszego rozwiązania, ale poprawiła się dzięki temu zabiegowi ergonomia. Również przyciski służące do otwierania przednich szyb zostały przeniesione z konsoli centralnej w bardziej adekwatne miejsce na boczki drzwi. Na szczęście nie zrezygnowano z takich smaczków jak "lotnicze" przyciski obsługujące różne funkcje. Boczki drzwiowe także pozostały fikuśne, ale wraz z kształtem deski znacznie ewoluowały.

Masa innowacji

Łatwość obsługi nowego MINI jest zdecydowanie lepsza, choć nieznacznie kosztem uroku starszej kabiny. O nudzie w najnowszym Cooperze nie ma jednak mowy, bo ten trochę aż zbyt nachalnie przykuwa do siebie wzrok. Można w nim mieć masę elementów, którymi da się podrasować kokpit. O takich rozweselaczach przy tworzeniu I generacji nawet nie marzono. Podświetlane różnymi barwami boczki drzwiowe, fragmenty pod nogami, czy migoczący oring to efektowne bajery. Przykładowo zmieniając nastawy klimatyzacji LED-owa obwódka mieni się na niebiesko i czerwono, a jeżdżąc w trybie ekonomicznym daje kolor zielony.

Totalnie podkręcony i ekstrawagancki jest wielki środkowy okrąg. Podstawowo ma on 4-linijkowy wyświetlacz TFT, ale opcjonalnie można zamówić kolorowy ekran o przekątnej 8,8 cala! Potencjalny nabywca dostaje w tym pomniejszoną wersję znanego z BMW systemu sterowania iDrive (swoją drogą jest on rewelacyjny i nie boję się użyć takiego stwierdzenia). Sterowanie całą tą radosną skrzynką uplasowano pod ręką, obok dźwigni hamulca ręcznego. Trochę zabawy i szybko zdobywa się wprawę w sterowaniu wszelkimi funkcjami. Kombajn ten ma m.in. nawigację satelitarną, łączność bezprzewodową z telefonem, czy dostęp do różnych aplikacji w zakresie MINI Connected. Można się tym długo bawić i odkrywać kolejne ciekawostki.

Po MINI nigdy nie oczekiwało się praktyczności przewozowych. Pierwsza generacja miała skromniutki 160-litrowy bagażnik, w którym nawet nie było miejsca na zestaw naprawczy do kół. Dlatego już w podstawie producent montował opony typu Run Flat. W nowym zmieniło się niewiele. Kuferek urósł do ledwie 211 litrów, więc o dalekiej wyprawie wakacyjnej lepiej zapomnieć. Jeśli chce się zabrać coś dużego, trzeba posiłkować się składaną kanapą. Nowe MINI opcjonalnie ma pakiet transportowy obejmujący regulowaną na wysokość podłogę bagażnika, ale to tylko taki niewiele dający gadżet.

Siła downsizingu

MINI od zawsze doskonale wpasowywało się w swoje czasy. Wszędzie pojawia się downsizing, obniżanie zużycia paliwa i poziomu emisji CO2. Tak też jest z III generacją MINI, w której wolnossące silniki to już mniejszość. W prezentowanym na zdjęciach starszym czerwonym Cooperze, pod maską znalazł się bardzo żwawy motor 1.6 litra o mocy 116 KM i 150 Nm. Jednostka ta (niestety dla portfela) potrzebuje do dynamicznej jazdy wysokich obrotów, a to jak wiadomo przekłada się na dość duże zużycie. Nie bez powodu benzynowe MINI ma opinię paliwożernego, skoro 10 litrów w miejskiej jeździe to norma (i to wcale nie z ciężką nogą). Dlatego w alternatywie dla osób nielubiących odwiedzać zbyt często stacji benzynowych, już od początku dostępny był oszczędny 90-konny Diesel 1.6-litra. Nie będę o nim pisał tutaj nic więcej, a przejdę do innej wysokoprężne maszynerii, która zagościła w testowym egzemplarzu.

Przesiadając się do nowoczesnego MINI z 3-cylindrowym, turbodoładowanym Dieslem o mocy 116 KM, wcale nie czułem się jak w traktorze. Wręcz odwrotnie, aż dziwiłem się, że ta jednostka jest tak cicha (jak na wysokoprężny motor)! W zasadzie to słychać niewiele (w przeciwieństwie do I generacji) bo przednia część pojazdu została zacnie wyciszona. Do tego dochodzi fabryczny Start&Stop wyłączający 3-cylindrówkę przy każdym przestoju. Turbodoładowana 1.5-litrówka z wtryskiem bezpośrednim typu Common Rail świetnie sobie radzi. Siłę czuć już z dolnego zakresu obrotów (270 Nm przy 1750 obr./min), dzięki czemu silnika nie trzeba "piłować". To ma wielkie znaczenie dla zużycia paliwa - w trakcie jazdy wskaźnik poziomu oleju napędowego w baku, bardzo niechętnie się obniżał.

Zobacz także: Premiera MINI Cooper 5 drzwi: auta stoją już w polskich salonach - ZDJĘCIA

Wychodzi więc na to, że porównywanym bohaterom z różnych lat produkcji, całkiem do siebie blisko. Moc ta sama, przyspieszenie identyczne, prędkość maksymalna podobna, tylko spalanie zupełnie inne... Według zapewnień producenta nowy Cooper D średnio zużywa tylko 3,8 l/100 km! W osiągnięciu takiego wyniku pomaga tryb oszczędnej jazdy GREEN, wchodzący w skład mechanizmu Driving Mode, odpowiadającego za wybór sposobu jazdy. Przełączyć da się też w tryb MID lub SPORT, a to wpływa na zmianę charakterystyki reakcji na gaz oraz działanie wspomagania kierownicy i szybkości zmiany biegów przez skrzynię automatyczną Steptronic (lub ekojazda z odłączaniem napędu). Ja osobiście wolę "manuala" i własnoręczną zabawę biegami, dlatego w przypadku tego porównania, prowadzenie I generacji zdecydowanie daje dużo więcej frajdy.

No i właśnie - jak jeździ nowy Cooper? W mojej opinii samochód nie jest już tak zwinny jak kiedyś. Przez powiększone rozmiary nadwozia, nabranie masy i wydłużony rozstaw osi, nowy Cooper troszkę stracił na gokartowej frajdzie z jazdy. Nieposkromiony charakter został jakby przygaszony, bo auto odczuwalnie ma wygodniejszą charakterystyką i nie potrafi już tak ciasno składać się w łukach. Piszę tu oczywiście o podstawowym Cooperze, bo odmiana S jest już innym autem. W I generacji trzeba mocniej przyłożyć się do prowadzenia, bo wspomaganie układu kierowniczego nie jest takie silne. Tam znacznie bardziej czuć nierówności jezdni, a każda dziura to wielkie łupnięcie słyszalne i odczuwalne na całym ciele. Wytłumienie III generacji jest nieporównywalnie lepsze, a wielowahaczowa konstrukcja bardziej rozpieszcza. Po tych cechach widać, jak dzisiejszy Cooper został dopracowany i stał się dość wygodnym, codziennym środkiem transportu.

Podsumowanie i cena

Przeplatanka nowoczesności z klasycznym duchem i segmentem premium, to właśnie współczesne MINI. Wzorowy design oparty na stylu retro to wabik na klienta. Co prawda "Miniaki" ukochały sobie przede wszystkim kobiety, ale w pojazdach tych równie dobrze wyglądają faceci, o ile karoseria nie jest w jakimś pastelowym kolorze. BMW świetnie poradziło sobie ze zdefiniowaniem Coopera, bo to właśnie duży wybór wersji i mnogość personalizacji sprawiają, że "Miniaka" nie da się zaszufladkować i przypisać tylko do jednej płci.

I generacja MINI wprowadziła brytyjską markę we społeczność. II wcielenie było tylko zmienionym obliczem, ale obecne III to już zupełnie nowy samochód. Tu wszystkie elementy zostały zmienione, nadwozie urosło, a wnętrze to już nowoczesność maźnięta retro stylem. Cechy praktyczne? MINI ma ich niewiele, ale to przecież z założenia miejski wozik, mający cieszyć oczy i dawać jak najwięcej frajdy z prowadzenia. Jeśli chce się wozić bagaże i mieć koniecznie MINI, to w ofercie jest pojemniejszy Countryman.

Nie ważne, z którą generacją MINI ma się do czynienia, bo i tak kupuje się je sercem. Starsze egzemplarze bywają kapryśne i potrafią dokuczać usterkami, ale naprawy te jakoś łatwo się wybacza. Wystarczy spojrzeć na pyzatą sylwetkę i od razu na twarzy rysuje się uśmiech. Arkusz kalkulacyjny schodzi na drugi plan, a w przypadku nabywców nowych MINI u dilerów nawet na trzeci. Pokazuje to zresztą cennik. W salonach nowy Cooper D ma ustaloną wyjściową cenę na 91 800 zł, a kwota identycznie skonfigurowanego egzemplarza jak w teście, to aż 152 455 zł! To oznacza, że wartość dodatków przekroczyła 60 tys. zł, a za to można niemalże nabyć już podstawowe MINI One (cena 69 900 zł, silnik 1.2 75 KM). W klasie premium niestety tak już jest, że katalog opcji dodatkowych jest dla kieszeni bezlitosny. Mimo tego oferta i tak nęci klientów, co widać po drogach, na których "Miniaków" ewidentnie przybywa.

Dane techniczne


MINI Cooper D (2014 r.)
MINI Cooper (2003 r.)
SILNIK 1.5 Turbo
1.6
Paliwo Diesel
Benzyna
Pojemność 1496 cm3
1598 cm3
Moc maksymalna 85 25 kW/ 116 KM przy 4000 obr./min 85 kW/ 116 KM przy 6000 obr./min
Maks mom. obrotowy 270 Nm przy 1750 obr./min 150 Nm przy 4500 obr./min
Prędkość maksymalna
204 km/h
200 km/h
Przyspieszenie 0-100km/h 9,2 s
9,2 s
Skrzynia biegów automatyczna 6 biegowa Steptronic 5 biegowa
Napęd na przód
na przód
Zbiornik paliwa 44 l
50 l
Katalogowe zużycie paliwa l/100km
średnie 3,8/ miasto 4,3/ trasa 3,6
średnie 6,9/ miasto 9,7/ trasa 5,3
poziom emisji CO2
99 g/km
150 g/km
Długość 3821 mm 3597 mm
Szerokość 1727 mm 1688 mm
Wysokość 1414 mm 1390 mm
Rozstaw osi
2495 mm 2464 mm
Masa własna
1225 kg
1125 kg
Masa dopuszczalna całkowita 1630 kg 1480 kg
Pojemność bagażnika/ po złożeniu kanapy
211 l/ 731
160 l/ 670 l
Hamulce przód/ tył tarczowe wentylowane/ tarczowe
tarcze wentylowane/ tarczowe
Zawieszenie przód
kolumny McPherson kolumny McPherson
Zawieszenie tył
wielowahaczowe
wielowahaczowe
Opony przód i tył (w testowym modelu)
205/45 R18 195/55 R16

..

Polub SuperAuto24.pl na Facebooku


autor: Rafał Mądry zobacz inne artykuły tego autora
Więcej w superauto
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: