SUPERAUTO Nowości Testy Porady Moto news Auto katalog Galerie Kalkulatory
SuperAuto testy TEST Renault Twizy Cargo: miastowy rozweselacz

TEST Renault Twizy Cargo: miastowy rozweselacz

13.08.2015, godz. 02:50
Renault Twizy Cargo
Renault Twizy Cargo foto: zdjęcia własne

Samochody hybrydowe oraz w pełni elektryczne stają się coraz częstszym widokiem na europejskich drogach. Również na polskich ulicach widok auta hybrydowego lub elektrycznego nie jest już wydarzeniem na miarę wizyty Baracka Obamy. Chyba, że w polu widzenia ukaże się Renault Twizy. To elektryczne wozidełko jest inne niż wszystko inne.

Historia samochodów o napędzie elektrycznym jest stara jak świat, a jej początki sięgają... XIX wieku. Dopiero wielki spalinowy "boom" oraz popularyzacja ropy sprawiły, że napęd elektryczny został schowany głęboko do szuflady. Teraz w czasach, w których złoża tej drogocennej płynnej substancji powoli ukazują swoje dno napęd elektryczny wraca do łask. Początkowo silnik zasilany energią elektryczną był swego rodzaju bonusem dokładanym do silnika spalinowego. Taki zestaw tworzył układ hybrydowy spopularyzowany przez koncerny japońskie. Auta stricte elektryczne póki co pozostają w cieniu wymienionych wcześniej hybryd, ale ich szturm na wielkie metropolie wydaje się być nieunikniony.

Sprawdź też: Renault Twizy - TEST elektrycznego wozidełka

W ofercie samochodów dostępnych na rodzimym rynku można spotkać samochody elektryczne tworzone od podstaw z myślą o takim właśnie rodzaju napędu. Można także spotkać popularne auta, które zamiast silnika spalinowego posługują się silnikiem lub kilkoma silnikami elektrycznymi. Dobrym przykładem takiego rozwiązania są chociażby Renault Fluence Z.E. oraz Renault Berlingo Z.E. Rodzinę "elektryków" spod znaku Renault uzupełniają miejski model ZOE oraz szalone Twizy. Twizy, które ponownie stanęło na naszym redakcyjnym parkingu, ale tym razem w wersji Cargo.

Definicja samochodu

Już na samym początku bliższej przygody z sympatycznym Twizy do głowy przychodzi jedno pytanie – jak zdefiniować to dziwne wozidło? Czy to jest prawdziwy samochód? Cztery koła, kierownica, komplet świateł oraz zakryte nadwozie pozwalają odpowiedzieć twierdząco na powyższe pytanie. Jednak jeden centralnie ulokowany fotel (w wersji Cargo) oraz skromne wymiary zewnętrzne z wynoszącą 1381 mm szerokością na czele ukierunkowują myśli w stronę skuterów lub trzykołowych motocykli. Wątpliwości nie rozwiewa także rzut oka w dowód rejestracyjny, w którym w pozycji "rodzaj pojazdu" widnieje wpis "samochodowy inny". Przyjmijmy zatem, że Twizy to samochód. Może nieco inny, ale jednak samochód.

Zobacz też: TEST Renault Megane Grandtour 1.6 dCi: poczciwe kombi

Pierwszy kontakt z prezentowanym autem budzi olbrzymie zainteresowanie. Nie ważne czy akurat poruszasz się Twizy w miejskim korku, czy zaparkujesz to auto pod supermarketem. Spojrzenia ludzi oraz wyciągnięte w stronę tego sympatycznego wozidła telefony komórkowe są nieodłącznym elementem każdej przejażdżki. Twizy mocno zwraca na siebie uwagę. Mocno kłuje w oczy swoim nieszablonowym designem przypominającym... futurystyczny wózek golfowy. Dodatkowo, otwierane do góry niczym w autach Lamborghini drzwi dodają kilka cennych punktów w kategorii lansu. Czy z podniesionymi drzwiami można się poruszać? Owszem można, ale ze względu na bezpieczeństwo swoje, jak i samych drzwi nie jest to wskazany manewr. W tym momencie dodam, że owe drzwi nie mają bocznych szyb. Jazda w deszczu? To dopiero musi być nieprzyjemne uczucie. Jazda w zimie? Dziękuję, postoję.

Jeśli już od samego patrzenia na to auto wydaje się Wam, że poziom pozytywnego absurdu osiągnął maksimum przyjrzyjcie się jeszcze uważniej. Prezentowany model to odmiana Cargo. Cargo czyli... Twizy w wersji dostawczej! Otwierany na bok bagażnik umieszczony w tylnej części nadowzia pomieści 180 litrów bagażu, którego masa nie może przekroczyć 75 kg. A propos masy... Twizy Cargo waży "na sucho" 498 kg, czyli nie tak mało jak mogłoby się wydawać.

To co niezbędne

Wnętrze tego malucha nie skrywa przed kierowcą absolutnie żadnych tajemnic. Do dyspozycji są tylko niezbędne przełączniki (wycieraczki, kierunkowskazy, włącznik świateł), dwa pedały, hamulec ręczny, przyciski służące do wyboru kierunku jazdy automatycznej skrzyni, kierownica oraz fotel. Fotel, który można przesuwać bez możliwości regulowania pochylenia oparcia. Na "pokładzie" jest także centralny wyświetlacz ukazujący aktualny poziom naładowania baterii, zasięg możliwy do pokonania oraz aktualną prędkość. Pojęcie intuicyjności obsługi w tym aucie nie istnieje ponieważ w Twizy tak naprawdę nie ma czego obsługiwać. Radio? Zużywało by zbyt dużo energii. Klimatyzacja? Z nią byłoby podobnie, a brak bocznych szyb sprawiałby, że oprócz siebie chłodzilibyśmy także nasze najbliższe otoczenie. Jest za to... podgrzewana przednia szyba. Po co? Jak całe auto – dla zabawy.

Czytaj: TEST Renault Megane R.S. 275 Trophy: bardzo dziki kompakt

Ciekawostką w przypadku Twizy jest fakt, że miejsce za kierownicą można zając otwierając drzwi z dowolnej strony. Fotel umiejscowiony jest na środku, a wąska kabina sprawia, że jest to jedyne auto, w którym można jeździć nie z jednym "zimnym łokciem", a z dwoma naraz. Mogłoby się wydawać, że brak tylnej szyby może sprawiać problemy przy manewrowaniu. Nic bardziej mylnego. Samochód jest tak mały i tak zwrotny, że wystarczy wychylić głowę w którąkolwiek ze stron, aby widzieć dosłownie każdy centymetr karoserii z niewielkimi 13-calowymi aluminiowymi (!) felgami włącznie.

Para buch...

Każdy kto choć raz miał okazję spotkać na swojej drodze prezentowany pojazd na pewno zadawał sobie pytanie jak tym autem się jeździ. Odpowiedź jest banalnie prosta – dokładnie tak samo jak wieloma tradycyjnymi samochodami z automatyczną skrzynią biegów.

Po uruchomieniu silnika (na wyświetlaczu pojawi się napis "GO"), wybraniu trybu jazdy D oraz wciśnięciu prawego pedału samochód mozolnie rusza z miejsca. Twizy napędzane jest silnikiem elektrycznym generującym 17 KM oraz 57 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Mówiąc delikatnie są to dane, które nie robią najmniejszego wrażenia na użytkownikach konwencjonalnych pojazdów. Wrażenie połączone z wielkimi oczami robią natomiast praktyczne osiągi samochodu. Nie mam tutaj na myśli prędkości maksymalnej na poziomie ok. 80 km/h, ale całkiem żwawy start od 0 do ok. 60 km/h. Elektryczny silnik oddaje na koła tylne pełną moc już od pierwszego obrotu, a mina kierowców, których akurat zostawiliście w tyle bywa bezcenna. Oczywiście Twizy nie jest szybkim autem. Ono po prostu jest autem, które niewielu traktuje poważnie. Podsumowując, niewielka moc do naprawdę sprawnego poruszania się po mieście okazuje się w zupełności wystarczająca.

Kliknij: TEST Renault Laguna Coupe GT 2.0 dCi: biały kruk

Jeśli w Waszych żyłach płynie krew z domieszką benzyny być może zadajecie sobie pytanie czy tylnonapędowym elektrycznym Renault można... driftować. Na bardzo śliskiej lub mocno sypkiej nawierzchni jest to teoretycznie możliwe, jednak na przyczepnym asfalcie prędzej wypadniecie przez boczne drzwi niż wyprowadzicie koła w buks.

Jazda tym sympatycznym czterokołowym stworkiem jest prawdziwą przygodą. Zawieszenie jest piekielnie twarde, a każda wystająca znad asfaltu studzienka jest zagrożeniem dla samochodu niczym góra lodowa dla Titanica. Oczywiście samo auto dzielnie znosi trudny polskich ulic, ale uderzenie głową w podsufitkę nie jest niczym miłym dla kierowcy. Niezbyt miłym doświadczeniem jest także jazda w upale. Brak klimatyzacji sprawia, że przy 30 stopniach Celsjusza na zewnątrz w niewielkiej puszce temperatura jest jeszcze większa. Dodatkowo, poziom adrenaliny potrafią podnieść wyprzedzające Twizy TIR-y. Olbrzymi szum połączony z sykiem zaworu upustowego sprawiały, że kilka razy miałem ochotę wskoczyć Twizy na pobliski chodnik.

Czy to ma sens?

W przypadku aut elektrycznych niejako priorytetową kwestią jest kwestia kosztów oraz opłacalności zakupu. Na pełnym naładowaniu baterii elektryczne Renault jest w stanie przejechać 85 km. Oczywiście są to zapewnienia producenta, które jednak nie odbiegają mocno od realnych wyników. Wyników, które są zależne od stylu jazdy, a tym czego Twizy nie lubi, są duże prędkości oraz traktowanie pedału gazu w sposób zero-jedynkowy. Sposób ładowania auta jest banalnie prosty. Z niewielkiego schowka z przedniej części nadwozia należy wyciągnąć przewód, podłączyć go do dowolnego gniazdka 230V i... czekać. Pełne naładowanie baterii z niemalże zerowego stanu zajmuje ok. 3,5 h. Jednym słowem nie jest źle.

Odwiedź: TEST nowego Renault Twingo: sympatyczne jak pluszowy miś

Schody pojawiają się jednak w chwili zerknięcia w cennik. Renault Twizy kosztuje 33 990 zł, a to cena za jaką śmiało można kupić nowe auto segmentu A. Co prawda, żadne konwencjonalne auto nie zapewni tak niewielkiego kosztu podróżowania z punktu A do punktu B, ale w tym momencie pojawia się spory haczyk. Tym haczykiem są baterie, a dokładniej fakt, że nie są one własnością właściciela pojazdu. Baterie w Twizy są użyczane za "jedyne" 249 zł miesięcznie przy użyczeniu na 36 miesięcy. Przy takich warunkach racjonalny sens zakupu Renault Twizy zdaje się legnąć w gruzach.

Prezentowany model może służyć za jedną z bardziej efektownych mobilnych reklam. Pomijając sportowe bolidy kosztujące fortunę trudno jest znaleźć inny samochód, który z tak dużą siłą przyciągał by wzrok. Renault Twizy to naprawdę fajne auto. Pod warunkiem, że nie traktujemy go zbyt poważnie.

.
Renault Twizy Cargo - dane techniczne
.

Silnik Elektryczny
Moc maksymalna 17 KM
Maksymalny moment obrotowy 57 Nm
Prędkość maksymalna 80 km/h
Przyspieszenie 0-45 km/h 6.1 s
Napęd tylny
Pojemność akumulatora 6.1 kWh
Zasięg do 100 km
Emisja CO2 brak
Tryb ładowania z domowego gniazdka
Masa własna 498 kg (z akumulatorami)

.

autor: Paweł Kaczor zobacz inne artykuły tego autora
Więcej w superauto
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: